Rumak
„Najcierpliwszy z naszej siódemki. Zawsze dostaje pierwszych kursantów. Nigdy nikogo nie zrzucił — nawet jak na niego weszła 5-latka odwrotnie."
Pniewy · 50 km od Poznania · od 2011
Stajnia pod Pniewami dla dzieci, które chcą spędzić sobotę na podwórku, a nie w centrum handlowym.
Dojazd z Poznania — 45 min. Parking bezpłatny.
Wychowałam się tu, 3 kilometry od tego miejsca. Pierwsze lekcje dała mi babcia na jej gospodarskim koniu — bez siodła, bez kasku, bez testu sprawności. Po prostu wsadziła mnie i powiedziała: "Siedź prosto i oddychaj."
Przez 12 lat jeździłam zawodniczo. Dwa razy byłam wicemistrzynią województwa w skokach, przez kilka sezonów byłam w czołowej dwudziestce krajowego rankingu. A potem skończyłam, bo zrozumiałam, że bardziej niż wygrywać — lubię uczyć.
W 2011 roku kupiłam tę posesję. Stara lipa stała tu już wtedy, kiedy się urodziłam. Teraz stoi pośrodku podwórka i pilnuje wszystkiego. Zaczęłam od trzech koni i czterech uczniów. Dzisiaj mam siedem koni i długą listę oczekujących.
Każde dziecko, które tu przychodzi, najpierw uczy się przy koniu — nie na koniu. Szczotkowanie, karmienie, język ciała zwierzęcia. Koń nie skłamie — jeśli dziecko jest spięte, koń to poczuje. To jedna z nielicznych lekcji, których nie da się udać.
„Nie uczę dzieci jeździć na koniach. Uczę je rozumieć konie, a konie same ich nauczą jeździć."
Nie ma tu koni "do pracy". Każdy ma historię, którą Kasia opowie przy pierwszej wizycie.
„Najcierpliwszy z naszej siódemki. Zawsze dostaje pierwszych kursantów. Nigdy nikogo nie zrzucił — nawet jak na niego weszła 5-latka odwrotnie."
„Odebrałam ją z likwidowanego ośrodka w Koninie. Pierwsze pół roku nie dała się dotknąć. Teraz sama podchodzi do bramy, jak widzi dzieci."
„Mój koń sportowy z dawnych lat. Już nie skacze, ale wciąż pokazuje młodszym, jak się zachowuje na parkurze. Ulubieniec 12-latków."
„Kupił go rolnik spod Leszna, który myślał, że da radę. Nie dał. Bor jest przyzwyczajony do własnych zasad — i ma tu swoje. Dzieci, które go polubią, zostają na lata."
„Przyjechała z Niemiec z certyfikatem dressage na poziomie L. Teraz nosi dzieci po padoku i nie narzeka. Sama wybrała spokój — rozumiem to."
„Najmłodszy z siódemki, wciąż się uczy. Kasia mówi, że Zefir i nowi kursanci uczą się razem — i chyba ma rację. Dobry dla dzieci 6–9 lat."
„Cętkowana, głośna i wie o tym. Pierwsza podchodzi do ogrodzenia, jak słyszy samochód na podjeździe. Nie z uprzejmości — sprawdza, czy jest marchewka. Dzieci ją uwielbiają właśnie za to."
90 minut. Z czego 40 w siodle — reszta to praca przy koniu. Tak uczymy odpowiedzialności.
Zaczynamy od boksu, nie od siodła. Dziecko uczy się podchodzić spokojnie, szczotkować grzbiet, rozmawiać bez słów. Koń reaguje na oddech i napięcie — szybciej niż niejeden dorosły.
Nie "puszczamy" od razu. Przez pierwsze trzy zajęcia Kasia trzyma lonżę — dziecko skupia się na ciele i balansie, nie na kierowaniu. Od czwartej lekcji samodzielnie. Bez pośpiechu.
Nie ma "oddaj konia Kasi i idź do samochodu". Każde dziecko kończy lekcję przy koniu — zdejmuje siodło, schładza, odprowadza. Uczy się pełnej relacji, nie tylko jazdy.
Co poszło dobrze. Co było trudne. Kasia mówi konkretnie — nie "świetnie, super" — tylko co dziecko zrobiło lepiej niż ostatnio i na czym skupimy się następnym razem.
Z pasieki u sąsiada — nie ze sklepu. Dzieci to wiedzą i mówią o tym w szkole. Mała rzecz, ale nie bez powodu.
Karnety — miesięczne. Nikt nie kupuje z góry za pół roku.
Napisz do Kasi. Ona odpisuje sama — nie sekretarka, nie formularz automatyczny. Zwykle wieczorem, po obrządku.